![]() |
| Nasz "Pałac" |
Bardzo zmęczeni z bólem głowy, wysiadamy w Agrze. Oczywiście atakuje nas cała zgraja naganiaczy. Radzimy sobie z nimi wprawdzie coraz lepiej, ale dziś wyraźnie nie jesteśmy w formie. Kierujemy się do Tourist Office (tego typu punkty działają na większości dworców w turystycznych miastach, ich przydatność jest bardzo różna…). Chcemy dowiedzieć się o nazwy i ceny jakichś sprawdzonych hoteli, pytamy także ile powinniśmy zapłacić za taxi do Taj Mahal. Wiemy, że szanse na cenę taką, jak dla miejscowych, są znikome, ale chcemy chociaż znać rząd wielkości. 50 INR. Wychodzimy z dworca, idziemy do stanowiska pre-paid taxi. Cena 150 INR. Oczywiście rezygnujemy. We wszystkich przewodnikach doradzają korzystanie z taksówek opłacanych z góry. My nie braliśmy ich prawie nigdy i nie spotkaliśmy się z próbami oszukania nas, zawiezienia w inne miejsce niż chcieliśmy itp. Cena „normalnej” taksówki jest tym razem dwukrotnie niższa. Nasz kierowca usilnie stara się nas przekonać do hotelu Saniya. My jednak robimy własny rekonesans. Najpierw polecany na forach hotel Kamel (1500 INR!!!), później się rozdzielamy. Ja idę do Shanti Lodge, Tomek do Saniy. Oglądam wielki, całkiem ładny pokój z dużą łazienką, cena 300 INR. Tomka pokój kosztuje 400 INR, ma może z 6 m², mikroskopijną łazienkę z prysznicem nad ubikacją w dodatku położoną ponad poziomem pokoju, więc gdy bierzemy prysznic woda trochę leje się na podłogę. Okna brak, tzn jest takie prowizoryczne, wychodzące na hotelowy hol. Pościel brudna, tym razem proszę o wymianę, dostaję taką odrobinę czystszą. Decydujemy się na ten hotel, bo Tomek zakochał się w widoku (na Taj Mahal) z
![]() |
| Widok wart każdej niewygody |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz