Wracamy do hotelu, musimy się spakować i opuścić pokój. Plecaki zostawiamy w tzw. szafkach bagażowych. Większość hoteli w Indiach ma takie wydzielone miejsce, gdzie można zostawić na kilka godzin swoje rzeczy, oczywiście na własną odpowiedzialność. Czasem jest to pokój służbowy, kawałek wolnego miejsca przy recepcji, czasem, tak jak w tym wypadku, szafki w których przechowuje się koce i prześcieradła. Zamykamy szafkę na łańcuch rowerowy, najwyraźniej nikomu to nie przeszkadza, przecież bielizny pościelowej i tak się właściwie nie zmienia…Pochłaniamy śniadanie w hotelowej restauracji, troszkę drogo, ale bardzo smacznie, no i z widokiem na Taj Mahal. Omlet z serem, omlet z serem i pomidorami, mrożona kawa i świeży sok z ananasa, razem 200 INR. Łapiemy rikszę, która zawozi nas na Idga Bus Stadion (70 INR), a tam przesiadamy się w autobus jadący do Fatehpur Sikri. Autobus wygląda tak, że postawiłabym duże pieniądze na to, że nie ruszy. Kable na wierzchu, wszędzie jakieś puste otwory, w których pierwotnie znajdował się pewnie jakiś przydatny sprzęt, akumulator postawiony nieopodal kierowcy… Coś niewiarygodnego. Lekko zmieszani wsiadamy. Naczytałam się na forach podróżniczych, że najbezpieczniej jest siadać za kierowcą, co też uczyniliśmy. Jak się później okazało, nie był to najlepszy pomysł, bowiem dziura w podłodze, ziejąca u naszych stóp, okazała się byś doskonałym miejscem przez które spaliny dostawały się do środka pojazdu. Mamy wrażenie, że jedyną w 100% sprawną rzeczą jest tu klakson. Bo- wiadomo- w Indiach klakson to podstawa. Większość pojazdów, a na pewno wszystkie ciężarówki, mają na tyle wymalowane ozdobnymi literkami „blow horn, please” Na
 |
| Lekki przechył |
drogach, gdzie nie istnieją żadne zasady ruchu, nawet do ruchu lewostronnego podchodzi się dość lekko, gdzie zdarzało nam się widzieć samochody jadące autostrada pod prąd (płatna autostrada, a na niej krowy:), gdzie większość samochodów nie ma bocznych lusterek, skręt sygnalizuje się machnięciem ręki, a to co się dzieje na drodze, obserwuje się przez niewielki kawałek szyby, którego akurat nie przysłaniają wizerunki bóstw, pomponiki, girlandy nagietków itp. itd., klakson pozostaje najlepszym sposobem, żeby zasygnalizować innym uczestnikom ruchu: uwaga, jadę i jestem nieobliczalny. Ten system sprawdza się w Indiach doskonale, podczas całej naszej podróży widzieliśmy tylko jeden wypadek drogowy, ale moim zdaniem poruszanie się po Indiach własnym lub wypożyczonym autem to samobójstwo.
 |
| Pas "zieleni" na autostradzie zajęły suszące się placki |
Dystans 36 km Dzielących nas od Fatehpur Sikri pokonujemy w nieco ponad godzinę, a jechaliśmy prawie całą trasę płatną autostradą…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz