poniedziałek, 13 września 2010

Jaipur

8.11
W Pałacu Wiatru byliśmy główną atrakcją turystyczną;)
Rankiem bierzemy rikszę do centrum. Planujemy pospacerować po uliczkach tworzących handlową dzielnicę Jaipuru. Otaczają one City Palace. Można tu kupić wszystko. Ale nas bardziej interesuje, żeby znaleźć jakąś knajpkę. Zaczepia nas jak zwykle mnóstwo dzieci, sprzedawców, rikszarzy… Nauczyliśmy się już ich ignorować, idziemy rozmawiając ze sobą, traktując otaczającą nas grupę ludzi jak powietrze od czasu do czasu odpowiadając komuś „nie, dziękuję, niczego mi nie trzeba”. Niezbyt to grzeczne, ale inaczej się nie da, chyba że ma się mnóstwo wolnego czasu. Zwracam uwagę na jednego młodego mężczyznę, który od dłuższego czasu próbuje się z nami przywitać, pytając, czy może nam zadać tylko jedno pytanie. Zrezygnowani przystajemy i wymieniamy uściski dłoni. Tradycyjnie w tym momencie słyszeliśmy zawsze zaproszenie do wejścia do sklepu i przyjrzenia się towarom. Nie tym razem. Nasz nowy znajomy pyta nas, czemu turyści są tacy nieuprzejmi, czemu go ignorują, skąd się to bierze? Zgodnie z prawdą odpowiadamy, że w Indiach jeśli ktoś nas zaczepia, to chce coś nam sprzedać, albo prosi o pieniądze. Że nie możemy spokojnie wyjść z hotelu, żeby zaraz nie otoczyli nas żebracy, handlarze, naciągacze. Że jesteśmy już tym bardzo zmęczeni i stąd nasze nieeleganckie zachowanie. Chłopak proponuje nam, żebyśmy stanęli w bardziej zacisznym miejscu i porozmawiali przez chwilę, bo on jest bardzo ciekaw naszego kraju i w ogóle bardzo lubi rozmawiać z przyjezdnymi, którzy opowiadają mu, jak się żyje poza Indiami. Myślimy sobie, no to teraz na pewno zaprowadzi nas do swojego sklepu. Tak się jednak nie dzieje. Chwilę sobie rozmawiamy, tłumaczymy, że nie mamy zbyt wiele czasu, gdyż jeszcze dziś musimy opuścić Jaipur. Nasz rozmówca okazuje się być artystą tworzącym ścienne malowidła w świątyniach. Pyta nas o nasz kolejny cel podróży. Jest całkiem sympatycznie, do czasu kiedy nagle pojawia się koło nas drugi facet i obaj zaczynają spierać się o coś, o coś związanego z nami. Nagle ten drugi pyta nas, już wyraźnie zirytowany, czy jesteśmy przyjaciółmi tego pierwszego. Zaprzeczamy. Teraz z kolei malarz pyta nas, czy znamy tego drugiego człowieka. Również przeczymy. Stoimy skonsternowani nie wiedząc co robić. Zaczyna to wyglądać dość groźnie, w Indiach ludzie rzadko się sprzeczają, rzadko okazują emocje. Nasz znajomy prosi nas żebyśmy sobie szybko poszli. Odwracamy się na pięcie i  znikamy w potoku ludzi. Nie dowiemy się co było przyczyną tej kłótni, czy kolejny raz ktoś nas chciał oszukać, czy może tym razem ktoś nas przed oszustem ochronił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz