Później tego samego dnia mieliśmy jeszcze jedno interesujące spotkanie, które podobnie się rozpoczęło. Mianowicie zmęczeni ciągłym nagabywaniem nas przez sprzedawców, dość niegrzecznym tonem odpowiedzieliśmy jednemu męzczyźnie na pytanie skąd jesteśmy. Gdy nasz rozmówca usłyszał, że przyjechaliśmy z Polski, wyraził zdziwienie mówiąc, że to chyba niemożliwe, bo Polacy są zawsze mili…Poczuliśmy się zobowiązani wytłumaczyć przyczynę naszego grubiaństwa. I tak odbyliśmy bardzo pouczającą pogawędkę, podczas której dowiedzieliśmy się kilku istotnych rzeczy. Na przykład, uprzedzono nas, żebyśmy w Puszkarze, czyli mieście do którego mieliśmy dotrzeć wkrótce, nie kupowali żadnych ubrań. W Indiach panuje taki zwyczaj, że wszystkie ubrania po zmarłym przekazuje się na cele charytatywne, odsyłając je do którejś ze świątyń. Ponieważ Pushkar jest jednym ze świętych miast hinduizmu, tego typu dary płyną tam szerokim strumieniem. Odzież po zmarłych jest prana i sprzedawana jako nowa, za podejrzanie niska cenę. Kolejna cenna wskazówka dotyczyła ceremonii, którą każdy musi przejść pod okiem bramina, gdy przybywa nad święte jezioro w Puszkarze. Nasz znajomy przestrzegł nas, żebyśmy nie dali się wciągnąć w emocjonalną rozgrywkę z kapłanem, który będzie od nas żądał coraz więcej pieniędzy, mówiąc że to za naszych bliskich w niebie, za zdrowie rodziców itd. Żegnamy się. Wracamy do hotelu, gdzie za niewielką opłatą mogliśmy zostawić sobie pokój kilka godzin dłużej. Zabieramy bagaże, riksza, pociąg i znów w drodze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz