09.11.2009
Pushkar. Budzimy się o 7:30 w naszym cudnym pokoiku z obezwładniającym widokiem. Za dnia okazuje się, że w świętym jeziorze nie ma wody… Trwają prace nad pogłębieniem dna. Trudno. Obudził nas niesamowity huk i strzały. Myślimy, że to odgłosy wysadzanych skał z dna jeziora. Zdezorientowana wychodzę na balkon i widzę duże stado małp w popłochu przeskakujące z jednego dachu na drugi. Ludzi przeganiają je strzelając w powietrze. Małpy są całkiem spore, kiedy tak skaczą po blaszanych daszkach robią strasznie dużo hałasu. Idziemy na śniadanie. Naleśniki z owocami dla mnie, z bananami dla Tomka, mrożona kawa i świeży sok z pomarańczy, razem 120 INR. Jemy, odpoczywamy, patrzymy na góry, pełen chillout.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz