Jhansi
6.11.2009
Wcześnie rano budzimy się w hotelu Fort View (większość hotelików w Orchy ma podobna nazwę, wszystkie szczycą się widokiem na fort). Wczesna pobudka, by zobaczyć wschodzące słońce
 |
| Z wizytą u Pustelnika |
wyłaniające się zza zabytkowych zabudowań, oświetlające fort. Na śniadanie idziemy do tej samej co dzień wcześniej knajpki. Chyba jest jedną z tych „recommended by LP”, bo przesiaduje tu mnóstwo turystów. Także teraz, mimo że jeszcze lokal (kilka stolików z plastikowymi krzesełkami postawionymi wzdłuż drogi) jest zamknięty, stoi już kilku Białasów. Dołączamy do nich i po kwadransie zamawiamy w barze Bhopal nasze śniadanko. Tym razem tosty z ziemniakami, jajecznicę z tostami i gorącą czekoladę (110 rp.) Po śniadaniu ostatni rzut oka na fort, zarzucamy plecaki na ramiona i bierzemy rikszę do pobliskiego Jhansi (130 rp.). Kurs na dworzec. Miasto robi na nas okropne wrażenie, po cichej i spokojnej Orchy chaos i hałas dają nam się tym mocniej we znaki. Pierwszy raz spotykamy się nie tylko z werbalną, ale także z fizyczną napastliwością żebraków. Na czerwonym świetle (wow sygnalizacja świetlna!) opadają na nas cała chmarą. Łapią za
 |
| Rikszą na dworzec |
ręce, kieszenie. Małe dzieci. Jedno z nich tak mocno szarpie za kieszeń przy moich spodniach, że urywa guzik. Dworzec także okropny. Dodatkowo wszystkie napisy są w ich języku. Także rozkład jazdy wygląda dla nas jak tablica w szlaczki… Tomek robi chyba z 7 podejść do różnych osób/okienek. Po 3 godzinach stania w kolejkach wiemy jedno. Albo jedziemy Second Class (która tak właściwie jest 6 klasą, najgorszą w indyjskiej koleji) albo czekamy kolejnych parę (nie wiadomo ile) godzin na inny pociąg. Trochę wymiękamy, opinie o tej najgorszej spośród indyjskich klas, które czytaliśmy na forach internetowych, nie napawają nas optymizmem. Z drugiej strony perspektywa spędzenia dłuższego czasu na tym okropnym dworcu jest wystarczająco motywująca…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz