środa, 15 września 2010

Pushkar

Paramount Palace i nasz cudny pokoj
Uprzejmy taksówkarz długo kluczy uliczkami Pushkaru, zanim znajduje hotel, do którego chcieliśmy się dostać. Bardzo zdegustowani i zmęczeni psychicznie i fizycznie wydarzeniami ostatnich dni, chłoniemy ciszę tego niewielkiego miasteczka, ukrytego za górską przełęczą, malowniczo rozciągającego się wokół jeziora. Wchodzimy go hotelu, wspinamy się na najwyższe piętro, bierzemy najlepszy pokój.Maleńki balkonik z ratanowymi fotelami. Wspaniały widok na miasto (jesteśmy w najwyższym jego punkcie). Duże, dość czyste łóżko, w oknach kolorowe szybki i okiennice. Łazienka - indyjski standard.Deska na toalecie trzyma się na słowo honoru, prysznic umieszczony nad sedesem, kabel do bojlera (będzie ciepła woda!!!) biegnie pod prysznicem, a woda z umywalki wypływa gumową rurą prosto na posadzkę i znika  w dziurze w ścianie. Ale to nic, i tak jest super. Mimo że jest koło północy, sympatyczny kucharz cierpliwie czeka na nas w restauracji, oczywiście na dachu. Cicho, chłodno, oszałamiający widok na góry i miasto w dole. Zamawiamy spaghetti, jest cudowne. Spokojni, czyści i najedzeni kładziemy się spać.
Odzyskujemy równowagę kontemplując panoramę z Roof Top Restaurant naszego hotelu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz