sobota, 4 września 2010

Second Class

Wsiadamy. Udaje nam się zająć dwa miejsca siedzące. Nad nami, na półce na bagaże, przez całą drogę będą siedzieli i spali ludzie. Półka wiadomo ma postać takiej metalowej kraty, więc przy każdym ruchu pasażerów z góry, różne śmieci i paprochy sypią nam się na głowy. Dziwię się, że tak mało mnie to rusza. Jest ciasno, ale myślałam, że będzie gorzej. Widocznie nie jest to aż tak bardzo oblegana trasa. Wszędzie siedzą ludzie, albo leżą pakunki. Pasażerowie są wyraźnie biedniejsi niż ci, z którymi zwykliśmy podróżować w sleeperach . Jest brudno, ale nie śmierdzi. Z wielką ulgą zauważam, że wśród tych biednych, prostych ludzi wzbudzamy mniej niezdrowego zainteresowania niż wśród średnio zamożnych warstw indyjskiego społeczeństwa. Wszyscy są bardzo przyjaźni, chociaż słowa nie umieją po angielsku, starają się nawiązać z nami kontakt, dowiedzieć dokąd jedziemy, wytłumaczyć ile to jeszcze stacji przed nami itd. Pałaszujemy nasze tradycyjne pociągowe danie, czyli kiść bananów (2 INR za banana). Skrzętnie odkładamy wszystkie nasze śmieci do torebki. Nie możemy się przemóc, żeby tak jak wszyscy wyrzucać je gdzie popadnie. Nasi współpasażerowie są tym najwyraźniej rozbawieni. W końcu nie wytrzymują i zabierają nam foliówkę pełną odpadków i wywalają przez okno z rozbrajającym uśmiechem. W indyjskich pociągach nie będziesz podróżować głodny. Co chwila przez wagon przechodzą sprzedawcy czaju, czyli słodkiej herbaty z mlekiem i przyprawami, wody, zimnych napojów, lodów, herbatników, betla i dań z soczewicy, cebuli i różnych warzyw. Porcje takiej sałatki są nakładane przez sprzedającego ręką, z wielkiego wiadra, na kawałek gazety. Je się także dłońmi, a właściwie prawą ręką, gdyż lewa jest w Indiach uważana za nieczystą. Osobną kategorię stanowią sprzedawcy orzeszków ziemnych. Są to najczęściej osoby niewidome, charakterystycznie pokrzykując przemierzają bez ustanku pociąg z jednego końca na drugi, torując sobie drogę drągiem pełniącym funkcje prowizorycznej laski. Objuczeni sizalowymi torbami wypełnionymi niewielkimi pakunkami, rożkami z gazet w które zapakowano garść orzeszków. Do takiej paczki (5 INR) dodają maleńkie zwitki, także z gazet, z pieprzem i solą. Co nas dziwi i oburza to fakt, że pasażerowie, bez różnicy czy second class czy sleeperów, kpią sobie z tych ciężko pracujących ludzi. Widzieliśmy także, jak oszukiwali niewidomych dając im mniej pieniędzy, niż się należało, nie reagując na ich późniejsze protesty. Sami niewiele bardziej zamożni nie wykazywali się odrobiną współczucia czy solidarności. Zresztą w ogóle w Indiach nieczęsto widywałam, by obcy ludzie pomagali sobie bezinteresownie. Zmęczona upałem, godzinami spędzonymi na dworcu, gwarem, tłokiem, przypinam sobie plecak na brzuchu i zasypiam z głową na nim.Bardzo miło wspominam tę podróż. Na dowód, że nie taki diabeł straszny, dorzucam filmik:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz