Uzbrojeni w czerwona nitkę zawiązaną na nadgarstku ruszamy zwiedzać nabrzeżne świątynie. Nitki nie powinno się zdjąć z ręki póki sama się nie przerwie, wtedy należy ją pozostawić w świętym miejscu. Podróżując po Indiach widzieliśmy np. stare drzewa lub kraty przy świątyniach obwiązane masą czerwonych nitek. Na schodach prowadzących do osuszonego jeziora spotykamy modlącego się kalekiego starca. Obok niego leżała maleńka walizka, a w niej prowizoryczny ołtarzyk. Skromniutki hindus zaprosił nas do siebie i długo opowiadał o historie o bóstwach i o Pushkarze. My zamiast chłonąć jego opowieści czekaliśmy sceptycznie nastawieni, kiedy zacznie wyciągać od nas pieniądze. Nie poprosił. Nie pierwszy raz Indie nas zadziwiły. Zawstydzeni naszą nieufnością poszliśmy dalej, odprowadzał nas śpiewny głos starca recytującego mantrę Om. Podobnie podle czuliśmy się, gdy ubogi chłopczyk biegł za nami, żeby zapytać się ile to jest rupii 20 centów, a my go uparcie ignorowaliśmy. W końcu daliśmy mu 20 rupii za tę monetę, bo przecież żaden kantor by mu tego nie wymienił. Chociaż zapłaciliśmy mu znacznie więcej niż wynikałoby z kursu i tak czułam się okropnie biorąc od niego tę dwudziesto centówkę. Z drugiej strony, gdy chciałam być miła i odpowiedziałam na próbę nawiązania konwersacji z grupą młodych kobiet, te chwyciły mnie za dłonie i zaczęły kreślić na nich wzorki z henny. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że nie chcę, że nie zapłacę. Ponieważ nie miałam przy sobie nic poza aparatem, śmiało mogłam uczciwie powiedzieć, że nie mam przy sobie ani rupii, wyraźnie zdegustowane naciągaczki zaczęły mi boleśnie zeskrobywać barwiąca maść z dłoni za pomocą metalowego grzebyka. Nie dość tego, gdy nieco później spotkały nas idących już razem do hotelu, upomniały się o pieniądze! Brudne bohomazy na dłoniach jeszcze przez tydzień przypominały mi o tym nieprzyjemnym zajściu. Niestety tak tu jest, że na 10 oszustów spotykasz jednego uczciwego człowieka, ale jesteś już tak przewrażliwiony, że i jemu nie ufasz i traktujesz go z taką samą podejrzliwością jak wszystkich innych.
Pewnie czytając nasze wspomnienia dotyczące pobytu w Indiach macie wrażenie, że dużą wagę przywiązywaliśmy do kasy, że może zbyt obsesyjnie walczyliśmy z naciągaczami. Ale prawda jest taka, że tak jak i ludzie w Polsce mają mgliste pojęcie o realiach panujących tam, tak samo tamtejsi mieszkańcy święcie wierzą, że każdy przybywający z Europy lub Stanów dosłownie sypia na pieniądzach. Kiedy opowiadaliśmy z jakiego jesteśmy kraju i jaka jest u nas waluta cena wszelkich dóbr momentalnie spadała o połowę. Wierzcie mi, świadomość, że na każdym kroku jest się kantowanym, nieprzyzwoicie naciąganym, kiedy cena startowa jest 10krotnie wyższa niż ta normalna, po kilku dniach zaczynasz się czuć nie jak gość, tylko jak ostatni frajer. A to wszystko jest normalna praktyką, nie ma w tym ani naszej ani ich pazerności. Spotykaliśmy Polaków, którzy szeroko otwierali oczy porównując z nami koszty niektórych rzeczy/atrakcji, a przecież chodzi o to, by w drodze być jak najdłużej.
![]() |
| Te pięknie wyglądające dziewczyny także chciały mnie w perfidny sposób oskubać:) |
![]() |
| W Indiach na każdym kroku będą nas zaczepiać takie właśnie żebrzące maluchy... |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz