wtorek, 5 października 2010

Żołądkowy cyklon w Udajpurze


Panorama Guest House
Wracam do autokaru. Ludzie którzy z różnych względów nie wykupili kuszetek, śpią teraz rozciągnięci na podłodze, między pudłami, walizkami i innymi pakunkami. Nie ma gdzie postawić stopy nawet. Przechodząc nad nimi po drabinkach dostaję się jakoś do naszego boksu. Koło 5 rano zaczyna mnie boleć brzuch. Nie jest dobrze. Nie wiem czy to lassi, mrożona kawa, czy jakieś zarazki, których się nawdychałam w toalecie, ale czuję, że ta ostatnia będzie mi za chwile bardzo potrzebna. Wysiadamy wreszcie w Udajpurze. Bierzemy szybko rikszę (70 rupii) do Panorama Guest House, miejsca które znalazłam wcześniej w Internecie. Modlę się o wolny pokój. Jest jeden, najdroższy, ale naprawdę  śliczny za 700 rupii. I jest papier toaletowy! Bierzemy. Oprócz papieru inne udogodnienia, mydełko, ciepła woda, ręczniki, czysta pościel, kolorowe lampiony, TV, klimatyzacja. Ale jakoś nie jestem w stanie się tym wszystkim cieszyć. Biorę węgiel w ilościach hurtowych, ale niewiele pomaga. Ledwo stoję na nogach. Wszystko mnie boli. Nogi, głowa, nerki, gardło, plecy, nawet skóra na całym ciele. Wreszcie zmęczona zasypiam. Budzimy się koło 10 i wychodzimy do miasta. Pogoda nietypowa jak na tę porę roku. Ponoć na wybrzeżu szaleje cyklon, który swym zasięgiem dotarł i tutaj, pokrywając całe niebo grubą warstwą chmur.  Temperatura spada do 15 stopni, z nieba kropi leciutka mżawka. Ludzie na ulicach zaczepiają nas pytając z uśmiechem jak nam się podoba ta pogoda, są podekscytowani, mówią, że liczą na to, że po raz pierwszy w życiu zobaczą jak pada śnieg. Na nic się zdają nasze tłumaczenia, że jest o wiele za ciepło, zresztą nie chcemy gasić ich entuzjazmu. Poubierali się w zabawne nauszniki i czapki, otulili pledami i kocami, skupiają się w grupki, dyskutują o pogodzie, trzęsą się z zimna, wyglądają jak małe zmarznięte kurczaki.
Władze miasta ostrzegają turystów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz