piątek, 8 października 2010

Octopus

Podoba nam się to miasto rozreklamowane w jednym z filmów o Agencie 007. W co drugiej knajpce widnieje informacja, że codziennie można tu obejrzeć słynną „Ośmiorniczkę”. Nikt nas nie nagabuje, nie zaczepia, a nawet jeśli, to niezbyt nachalnie. Na moście, na którym zatrzymaliśmy się by porobić zdjęcia, podchodzi do nas dwójka malutkich umorusanych dzieci. Najpierw proszą o pieniądze,  ale gdy dostrzegają aparat fotograficzny, chcą już tylko zobaczyć się na zdjęciu. Robimy im kilka fotek i dajemy trochę kasy. Zadowolone biegną do żebrzącej nieopodal mamy, która uśmiecha się do nas radośnie, jakby nie zwracając uwagi na swoje dramatyczne położenie, bez wątpienia rodzina jest bezdomna.

Zaczepia nas także mały chłopiec, który pyta, skąd jesteśmy. Gdy słyszy, że z Polski, wygrzebuje z kieszeni dwuzłotówkę i prosi, byśmy zamienili mu to na rupie, bo chciałby przynieść mamie pieniądze. Nie mamy wystarczającej ilości drobnych, mówimy mu, że mamy za mało, ale on mimo to chce wymiany. Szansa na kolejnych turystów z Polski nie jest zbyt duża. Znów podle się czujemy, ale dajemy mu wszystkie drobne jakie mamy, 30 rupii. Od jakiegoś czasu kierujemy się zasadą, że z biedakami się nie targujemy, choćby ich ceny były zawyżone, natomiast w hotelach czy taksówkach zbijamy cenę walcząc do ostatniej kropli krwi.

czekamy na obiad
Na moście spotykamy człowieka, który za pomocą prymitywnego dłutka rzeźbi w kawałkach kamieni figurki Ganeshy. Kupujemy 3 posążki (280 rupii). Na szczęście, na lekkie pióro, na mądrość. Obiad w pozycji półleżącej, dla mnie herbata, dla Tomka omlet, cola i kawa (100 rupii). Zwiedzamy niezbyt okazały City Palace i resztę miasta, ale gęsta mgła wszystko psuje. Ciekawostka:  w centrum Udajpuru jest świątynia, w której nie można robić zdjęć, ale czego się nie robi dla turystów, sprytni hindusi przed wejściem do świątyni postawili pod specjalnym kątem lustro, w którym widać środek pomieszczenia. Lustru można robić zdjęcia… Kolacja w hotelu, dla Tomka pizza (80 rupii) maleńka i smakująca kwiatami. Dla mnie ryż z jajkiem (70) i gar czarnej herbaty (30). Okazuje się, że kolacja nie była dla mnie najlepszym pomysłem. Ja znów nad kibelkiem, oboje mamy gorączkę. Wymieniamy kasę w kantorze i kupujemy dwa bilety do "sleepera de lux" do Jodhpur na jutro, na wieczór i wycieczkę do Ranakpur i Kumbalgarh (1050 rupii za dwie osoby). Tym samym rezygnujemy z odwiedzenia Mount Abu. Jedyna zmiana w naszym planie podróży. Mam już troszkę dość tego ciągłego przemieszczania się, chętnie zostalibyśmy dłużej w jakimś sympatycznym miejscu, gdzie byłoby słonko, można by się poopalać, inaczej wrócimy do kraju równie biali jak wyjechaliśmy. Zastanawiamy się, czy by nie wynająć łodzi i nie popłynąć na jezioro, ale przez tę chorobę nic nam się nie chce…
 
Panorama Udajpuru
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz