Rano szybki prysznic, pakowanie i ładujemy plecak do worka transportowego, a worek do luggage room i wychodzimy przed hotel, gdzie powinien na nas czekać wynajęty kierowca. Czekamy i czekamy. Nic. Minęło pół godziny, nasz pośrednik nie odbiera od nas telefonu, zaczynamy się obawiać, że znów nas oszukano. Nagle podjeżdża nasza taksówka turystyczna. Tata Indica. Ma jedną zasadniczą wadę w postaci braku klaksonu i jedną wielką zaletę, kierowcę, który nie gada po angielsku. Cisza. Możemy się do woli rozkoszować widokami rozciągającymi się za oknem. Pierwszy cel naszej dzisiejszej wycieczki to twierdza Kumbhalgarh, położona kilkadziesiąt kilometrów od Udajpuru, ale jedzie się bardzo długo. Trasa nie jest jednak szczególnie uciążliwa, a tereny przez które prowadzi są fantastyczne. Droga wije się serpentynami przez rezerwat przyrody obejmujący wzgórza Aravalli. Wreszcie kontakt z naturą. Brakowało nam tego bardzo. Żadnych ludzi, śmieci, wysypisk, rynsztoków…Dodatkowo całkowita zmiana pogody. Lekka mżawka, mgła, 15°C i silny wiatr. Płuca z rozkoszą napełniają się wilgotnym i chłodnym powietrzem. Dojeżdżamy do celu. Już z oddali twierdza robi niesamowite wrażenie swoim rozmiarem i potężnymi murami obronnymi liczącymi 36km. Wnętrze jest już mniej zachwycające, chociaż roztaczający się z murów widok na okolice zapiera dech w piersiach. Także dosłownie, bo wiejący tu wiatr szczególnie mocno daje nam się we znaki. Wędrując po zaułkach twierdzy trafiamy do maleńkiej świątyni, w której stara kapłanka odprawia nad nami jakieś niezrozumiałe dla nas modły i obrzędy. Wręczamy jej ofiarę, ale chyba nie wszystko robimy tak jak się powinno, bo po jej minie wnioskujemy, że nie jest zbyt zadowolona…A może to ofiara nie spełniła jej oczekiwań? W taka pogodę nie ma tu zbyt wielu turystów. Znów powoli pokonujemy kolejne kilometry dzielące nas od Świątyń Dżinijskich w Ranakpur. Nasza Tata wjeżdża na teren świątyń, które w pierwszym momencie nas rozczarowują… Nie rozumiemy, czemu często słyszy się opinię, że jeśli miałoby się w Indiach odwiedzić tylko jedną świątynie, powinna to być właśnie jedna ze świątyń dżinijskich. Do wnętrza nie wolno wnosić plecaków, zwiedzamy więc w dwóch turach. Przekraczam bosymi stopami próg świątyni i już wiem, skąd bierze się taki zachwyt. Od podłogi aż po sklepienie, wszystkie kolumny, rzeźby, ściany, całość jakby wyryta w jednym kawałku marmuru, pokryta misternymi zdobieniami w kolorze kości słoniowej. Z każdej strony otacza mnie kaskada subtelnych jak koronki rzeźbień. Oszałamiające. Przywodzi mi na myśl "Katedrę" Bagińskiego. Piękno tego miejsca jest totalne i obezwładniające.
![]() |
| Wystarczy chyba za cały opis... |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz