sobota, 30 października 2010

O różnicy między wersją turystyczną i nie-turystyczną

Kilkunastoletni, niezwykle obrotny chłopiec, roztacza przed nami dwie wizje naszej pustynnej przeprawy:
                                    
  1. Opcja turystyczna, 400 rupii za osobę za dzień, jeden wielbłąd na dwie osoby, będziemy jechać najbardziej obleganym szlakiem, gdzie jest pełnio naciągaczy z cygańskich wiosek, będziemy mieć jedzenie gotowane na wodzie ze studni, co na bank skończy się dla nas rozstrojem żołądka, a zamiast pięknego piasku będą góry śmieci.

  1. Opcja nieturystyczna. 750 rupii za osobę za dzień. Każdy ma swojego wielbłąda, każdy dostaje turban i zapas wody mineralnej. Na tejże wodzie także będą gotowane posiłki. Jedzie z nami ekstra kucharz, i znakomity przewodnik, biegle mówiący po angielsku, który nam będzie opowiadał o pustyni. Poza tym startujemy nie tuż za miastem, tylko najpierw zostaniemy wywiezieni 60km w głąb pustyni i tam dopiero wsiądziemy na wielbłąda, będziemy jechać dziką trasą, bez żadnych śmieci, turystów i naciągaczy. Będą warzywa, będą owoce, all inclusive.

Po takim naświetleniu tematu musielibyśmy być idiotami, wybierając wersję dla turystów. Oczywiście węszymy podstęp, ale cóż zrobić? Przyjechać do Jaisalmer i nie wybrać się na Camel safari to bez mała jak pojechać do Paryża i nie zobaczyć wieży Eiffla

Cenę ustalamy na 2200 za całość. 16 letni Luna targuje się z nami do upadłego. I obiecuje pełny zwrot kosztów, jeśli w którymś miejscu rozminął się z prawdą w opisie wycieczki. Płacimy 1500 rupii, resztę deklarujemy zapłacić po powrocie z safari. Takie z nas asekuracyjne cwaniaki.

"Plakat" reklamowy wiszący w naszym hotelu "zachęcający" do wykupienia wycieczki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz