Obok wielbłądów i pustyni, główną atrakcją Jaisalmer jest fort, imponujący, wygląda jak monumentalny zamek z piasku i co ciekawe, do dziś jest zamieszkany! W tłumie odnajdujemy naszą znajomą z Izraela. Razem szwendamy się bez celu, wspinamy się na bastiony, podziwiamy widoki. Całe szczęście nie ma tu namolnych naciągaczy, naganiaczy, zwykłe „nie, dziękuję” wystarczy za odmowę. Tak powoli i leniwie mija nam dzień. Obiad jemy w bardzo fajnej restauracji, z widokiem na fort, która jako jedyna chyba nie jest recommended, approved lub certificated. Gniecione ziemniaczki z grzybami, spaghetti, najlepsze frytki na świecie… Zachodzące słońce wspaniale barwi ściany fortu na czerwono i pomarańczowo. Kolację jemy w innym miejscu, razem z naszą Żydówką, ale nie jest już tak smacznie, za to sporo drożej, no i polecają ją w LP…
wtorek, 2 listopada 2010
Popołudnie w Jaisalmer
Obok wielbłądów i pustyni, główną atrakcją Jaisalmer jest fort, imponujący, wygląda jak monumentalny zamek z piasku i co ciekawe, do dziś jest zamieszkany! W tłumie odnajdujemy naszą znajomą z Izraela. Razem szwendamy się bez celu, wspinamy się na bastiony, podziwiamy widoki. Całe szczęście nie ma tu namolnych naciągaczy, naganiaczy, zwykłe „nie, dziękuję” wystarczy za odmowę. Tak powoli i leniwie mija nam dzień. Obiad jemy w bardzo fajnej restauracji, z widokiem na fort, która jako jedyna chyba nie jest recommended, approved lub certificated. Gniecione ziemniaczki z grzybami, spaghetti, najlepsze frytki na świecie… Zachodzące słońce wspaniale barwi ściany fortu na czerwono i pomarańczowo. Kolację jemy w innym miejscu, razem z naszą Żydówką, ale nie jest już tak smacznie, za to sporo drożej, no i polecają ją w LP…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz