sobota, 28 sierpnia 2010

Varanasi

Nocleg w luksusowej klasie Second AC na trasie Delhi-Varanasi
02.11.2009
Nasza wSPAniała hotelowa łazienka:)
Stacja kolejowa w Varanasi. Makabryczny widok. Ludzie leżący pokotem pokrywają prawie całą wolną przestrzeń. Jest 2:40 w nocy, mimo tego, gdy tylko wyszliśmy przed budynek dworca, momentalnie opadła nas cała chmara kierowców motoriksz. Mamy upatrzony hotel (Sonmony), który ponoć oferuje pokoje z widokiem na pogrzebowe ghaty (sic!). Koszt dojazdu 75rp. Śpiący na podłodze recepcjonista najwyraźniej nie jest zbyt skłonny do negocjacji ceny. 1000rp (60zł) za średnio czysty pokój z balkonem i widokiem na ghaty. Targujemy się, ale on pozostaje nieugięty. Nie pomagają tłumaczenia, że jest środek nocy, i tak naprawdę jest to cena za kilka godzin snu, a nie za cały dzień, że i tak już nikt inny się tej nocy nie zjawi. Trudno. Wychodzimy zrezygnowani. Nasz rikszarz jeszcze nie odjechał. Zdaje się, że był przygotowany na taki rozwój sytuacji. Ciężko się z nim dogadać, bo prawie nie czyta, nie mówi po angielsku, ale dobrze patrzy mu z oczu, więc prosimy, żeby zawiózł nas do innego hotelu. Lawirując między śpiącymi przy ulicy ludźmi, krowami i innymi zwierzętami, rikszami, rowerami i ciężarówkami, obwozi nas po innych hotelach, które mają być „not expensive, but clean with hot water”. Trafiamy w miejsca lepsze, gorsze i zupełnie fatalne. Wszędzie pełno. Okazuje się, że właściwie przez przypadek trafiliśmy na Diwali (Święto Lamp). Z moich obliczeń wynikało, że powinno się skończyć 2 dni temu, a tu taka niespodzianka. I problem. Gdzie będziemy spać. Wracamy do jedynego hotelu, w którym mieli wolny pokój, strasznie obskurny, 15$ za dwie noce. Może być. Rikszarzowi dajemy 3$ (135rp) za 2 godziny jeżdżenia po mieście. Pokój jest brudny, wilgotny, wewnątrz duchota i ukrop straszny. Na szczęście jest wiatrak. Po 40 godzinach podróży jest nam już wszystko jedno. Chcemy tylko przyłożyć głowę do poduszki (bardzo brudnej, jak dobrze, że mamy swoje poszewki). W pokojach zamontowane czerwone żarówki, nie wiemy czemu. Może czerwone światło nie przyciąga owadów? Za pokój z klimatyzacją musielibyśmy dopłacić 200rp ekstra, ale wiatrak w zupełności wystarcza. Mimo całego tego syfu śpimy jak zabici. Sztuka ta początkowo jest możliwa w Indiach jedynie jeśli posiada się kamienny sen lub zatyczki do uszu, po kilku dniach człowiek się przyzwyczaja. W większych miastach względnie cicho jest tylko między 2, a 5 rano. Indie zasypiają na krótko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz